Wywiad 10/10 – Jarosław Obrodzki

Jarosław I Nicola Obrodzcy

Rodzice to tajna broń sportu. Cisi bohaterowie, najlepsi kibice, motywatorzy i nierzadko pierwsi trenerzy. W niedzielę 23 czerwca Dzień Ojca. Z tej okazji i nie tylko serdecznie zapraszamy wszystkich bez wyjątku na niezwykle ciekawy wywiad z barwną osobowością – panem Jarosławem Obrodzkim – bezapelacyjnie największym i „pozytywnie zakręconym” kibicem swojej córki Nicoli Obrodzkiej, grającej obecnie w barwach SMS PZKosz Łomianki.

(1) BB: Jaka jest rola rodziców w sportowej „podróży” ich dzieci? Najlepsza rada (rady) dla rodziców dziecka rozpoczynającego dopiero swoją sportową przygodę.

JO: Rodzice na początku powinni dać dziecku szansę, aby spróbowało, czy w ogóle ich pociecha jest zainteresowana taką formą aktywnego spędzania czasu, jeżeli nie, to uważam, że nie ma sensu pchać na siłę do sportu, tylko poszukać innego zajęcia, gdzie dziecko będzie miało z tego radochę. Ustalmy jednak, że łapie bakcyla – super, lecz co dalej? ano skoro dziecko ciągnie do piłki np. w kolorze pomarańczy, to powinniśmy zadbać o systematyczność uczęszczania na treningi, gdyż tylko wtedy będziemy zauważać postępy u swojej latorośli a poza tym częsty kontakt z rówieśnikami tworzy więź i powoli z „bąbli” stają się DRUŻYNĄ.

Oczywiście wsparcie słowne i pochwały, jak najbardziej, ale również dyscyplina i dbanie o swój sprzęt, jasny przekaz, że na treningu rządzi trener i jego należy słuchać i z nim rozmawiać a nie biegać do mamusi po buziaka😊.

(2) BB: Kiedy Nicola miała 8 lat zabrał ją Pan na pierwszy trening. Jak to się stało, że akurat koszykówki a nie na przykład pływania? Co zdecydowało o takim wyborze?

JO: Tak to prawda, zaprowadziłem Nicolę na trening koszykówki, gdzie zajęcia prowadził mój kolega z gry w amatorce Wojciech Pierchała, Jej pierwszy Trener, dzięki któremu nauczyła się prawdziwego basketu. Zajęcia były wprawdzie dla starszego rocznika, ale Wojt zrobił dla mnie wyjątek i przyjął do grupy małą Niki a przygoda trwa i rozwija się po dziś dzień.
Dlaczego koszykówka? Szczerze wolałem aby spróbowała swych sił w siatkówce, niestety w Rybniku nie było wtedy sekcji dla dziewczynek. Jeszcze w wieku chyba 11 lat, zabrałem ją na dwa treningi siatkówki do znajomego trenera w sąsiednim mieście i była tam wyróżniającą się dziewczynką, powstał dylemat co robić i tak naprawdę nie pamiętam dlaczego wybór padł na pozostanie przy koszykówce.

(3) BB: Jak bardzo podporządkowane jest Pana (rodzinne) życie terminarzowi rozgrywek córki?

JO: Jako przykład podam, że ostatnio mama koleżanki Niki nazwała mnie „pozytywnym wariatem” ha ha ha, dlaczego? otóż wybrałem się na turniej U18 3×3 do Łomianek, wróciłem do pracy na nocną zmianę i po pracy…a jakże na drugi dzień turnieju do Łomianek, wprawdzie niby nic dziwnego, tylko, że Rybnik od Łomianek dzieli ok. 370 km.

Terminarz śledzę i dopasowuję do grafika pracy już od początku kariery Nicoli, na szczęście zawsze miałem bardzo wyrozumiałych przełożonych i kolegów z pracy, na ile to tylko możliwe idą mi na rękę, za co im serdecznie dziękuję.
Żona Magdalena jak już usłyszy, że Nicola gra w weekend a ja mam wolne, to już wie, że raczej marne szanse na zatrzymanie mnie w domu, wtedy albo pociąg albo telefon do taty Kamili Borkowskiej (nawiasem mówiąc też pozytywny świr ) i już pędzimy w kierunku gdzie grają nasze córki.

(4) BB: Dla każdego sportowca jest ważna odpowiednia, wyważona dieta. Jak sobie z tym radzicie. Czy wszyscy domownicy jedzą to samo, czyli zdrowo czy może indywidualnie i tak nie do końca z golonką w tle?

JO: Na początku grania w koszykówkę nie zwracaliśmy uwagi na to czym żywimy naszą córkę, jadła to co mamusia ugotowała albo babcie podały na stół, zdarzały się fast foody, pizze i tym podobne co dzieci lubią. Nicola jako dziecko była hmm, że tak powiem takim kochanym pączusiem skoro jednak gra w koszykówkę nabierała co raz większego zaangażowania i pojawiały się pierwsze sukcesy, a zarazem występowało zmęczenie i przesilenie organizmu. Postanowiliśmy spotkać się z dietetykiem, która ułożyła odpowiednią dietę i przekazała cenne wskazówki jak postępować, aby poprawić fizyczne samopoczucie Nicoli.

Dziś wiem, że jest to bardzo ważny element w rozwoju zawodnika i trzeba o tym rozmawiać wśród początkujących, tak, aby weszło w krew. Wiem też, że jak córka przyjeżdża do domu, to lubi zjeść pierogi babci, spaghetti tatusia lub coś dobrego o co poprosi mamusię, golonka to raczej nie, ale „tatara” wsuwamy całą rodziną w każdej ilości, wiem również, że Jej świadomość na temat odpowiedniego żywienia jest duża, choć pewnie i tak ulega pokusom, ha ha. Wybór należy do niej 😊.

(5) BB: Największy zawód i pozytywne rozczarowanie dla sportowego Rodzica?

JO: Jeżeli przychodzi zawód to jest mi bardzo smutno i tak na gorąco nie jestem wtedy sobą, czuję rozgoryczenie i żal, przykład ostatni turniej w Łomiankach, gdzie Nicola mogła się dostać do czwórki, która wyjedzie na MŚ U18 w Ułan Bator, niestety nie wykorzystała szansy a jeszcze bardziej przytłacza mnie fakt, że Ona naprawdę potrafi grać…być może to, że grała pierwszy raz w międzynarodowym towarzystwie z orzełkiem na piersi, pierwszy oficjalny Mazurek Dąbrowskiego, pierwszy poważny basket 3×3, trochę ją to przerosło.

Każdy inaczej to przechodzi, trzeba nauczyć się radzić z taką presją a zarazem jest to nowe doświadczenie, zarówno dla Nicoli jak i dla mnie, które na pewno zaprocentuje w przyszłości. Potem mamy oboje trudne chwile, bo podobno mamy takie same charaktery, ale wstaje nowy dzień i nowe nadzieje, nowy uśmiech.

Pozytywne rozczarowanie? Rozumiem, że chodzi o największe pozytywne emocje; jako pierwsze choć nie najważniejsze to powołanie do kadry Śląska, powołania na zgrupowania kadry Polski U15 i U16, przyjęcie do szkoły SMS PZKosz Łomianki, finał Mistrzostw Polski U18, powołanie do kadry Polski U18 3×3, ale największym na chwilę obecną przeżyciem było wicemistrzostwo Polski w U22 z UKS SMS Basket Aleksandrów Łódzki, gdzie Nicola była najmłodszą zawodniczką w drużynie a dołożyła naprawdę sporą cegłę do tego medalu z bardzo dobrą grą.

(6) BB: Jak sobie Pan radzi ze stresem kibica. Jest on zdecydowanie inny dla Rodzica na meczu niż dla kogokolwiek innego. Jak jest z Panem (pozostałymi członkami rodziny)?

JO: Zdecydowanie wolę oglądać poczynania córki i drużyny na żywo, wtedy mogę ocenić rzeczywistość a stres mija po pierwszym gwizdku. Podczas transmisji tekstowych, jest większy stres i większe napięcie zarówno u mnie jak i u żony, gdyż relacje internetowe nie zawsze oddają obraz gry na boisku, jeszcze gorzej jak czekam na telefon po zawodach bez transmisji. Jak sobie radzę? Trzeba to zaakceptować i z tym żyć, każdy ma swój taki czy inny sposób.

(7) BB: Czy gra Pan może sam w kosza? Czy poza Nicolą jest ktoś jeszcze tak utalentowany i zdolny sportowo w rodzinie? Jednym słowem jaka jest sportowa historia Państwa Obrodzkich?

JO: Na parkiecie spędziłem ponad 30 lat, grałem zarówno w koszykówkę i siatkówkę. Na początku była koszykówka, jestem wychowankiem trenera Andrzeja Zygmunta, ojca rybnickiej koszykówki. W szkole średniej zmieniłem dyscyplinę na siatkówkę, którą trenowałem aż do powołania do służby wojskowej, po powrocie z wojska grałem już tylko amatorsko zarówno w koszykówkę i siatkówkę.

Podobno miałem talent w obu dyscyplinach niestety moje leniwe podejście do treningów oraz inne czynniki nie dały mi rozwinąć skrzydeł . Dlatego teraz pilnuję aby moich błędów nie powtórzyła Nicola. Niki ma starszego o dwa lata brata – Jakuba, wysoki chłopak, potrafi grać i w piłkę nożną i kosza i siatkę, lecz nigdy Go nie ciągnęło do większego zaangażowania i trenowania. Żona to jest niewątpliwie największy talent, tylko nie do sportu, ha ha ha.

(8) BB: Często słychać podekscytowanych rodziców na meczach. Czy zdarza się Panu podczas rozgrywek „pouczać, doradzać” spoza parkietu? Jakie jest Pana zdanie na ten temat? Czy jedynym głosem jaki powinno być słuchać nie powinien być raczej tylko głos trenera i zespołu?

JO: Tak niestety zdarza-zdarzało mi się doradztwo z trybun i wiem, że nie powinno tak to wyglądać, choć czasami po prostu nie da się tego powstrzymać, inaczej jest też jak rodzicem jest tzw. laik a inaczej jak się ma jako takie pojęcie o grze. Nie jest to wprawdzie żadne tłumaczenie, bo od dyrygowania poczynaniami na parkiecie powinien być tylko i wyłącznie trener i team, więc obiecuję poprawę już od następnego sezonu.

(9) BB: Poza wspieraniem i kibicowaniem córce jakie ma Pan inne życiowe pasje/hobby?

JO: Odkąd dzieci wyrosły pasją moją i żony stały się wędrówki po górach Bieszczady, Pieniny, Sudety, lubię też popływać na żaglach, pojechać na mecz piłki nożnej i kibicować Lechowi Poznań, zobaczyć dobry speedway w Rybniku lub na Grand Prix, lubię też podróżować a dzięki córce mam to zapewnione jako Jej wierny kibic.

(10) BB: Ulubiony, rodzinny styl spędzania wolnego czasu?

JO: Jak już mamy wolny czas, to lubimy go spędzać odpoczywając w rodzinnych miejscowościach lub leniuchując gdzieś w spokojnym miejscu, nie jest tych okazji w ostatnim czasie zbyt wiele a będzie jeszcze mniej, gdyż we wrześniu przyjdzie na świat nowa członkini naszej rodziny i trzeba będzie Jej poświęcić więcej czasu, życie się ciut zmieni. Syn pójdzie na studia, Nicola zacznie drugi sezon w SMSie ale na mecze i tak będę jeździł.

BB: To ciężka i wymagająca praca – bycie Ojcem to odpowiedzialność i bezgraniczna miłość. Serdecznie dziękujemy za czas i uchylenie rąbka niezwykłego sportowego zaplecza rodzicielskiego oraz samego siebie. Gratulujemy i życzymy wielu sukcesów całej Rodzinie! Do zobaczenia na meczu!

Do usłyszenia!

Pozdrawiamy!
Team BlaBla

Fot. Michał Żukowski

 

Złote Dziewczyny - Marek Cegliński
Złote Dziewczyny – Marek Cegliński

Miło mi poinformować, że Basket Kobiet został partnerem medialnym książki autorstwa pana Marka Ceglińskiego pod tytułem ZŁOTE DZIEWCZYNY!
Premiera książki w ostatnim tygodniu maja współgra z dokładną, dwudziestą rocznicą największego sukcesu polskiej żeńskiej koszykówki.
Więcej informacji już wkrótce.